Na roztoczu PDF Drukuj Email
Działalność drużyny - Wyjazdy
Wpisany przez Ludwika Plichta   
poniedziałek, 11 grudnia 2006 21:13
sierpień 2005 r.

Dzień po obozie w Zaklikowie (18-31 lipiec) wpadliśmy na pomysł, aby wyjechać na tygodniowy obóz wędrowny. Chcieliśmy, żeby jego trasa prowadziła do Zaklikowa. Zdecydowaliśmy się dość szybko, bo wyjazd miał być w czwartek (4 dni po obozie w Zaklikowie). Pojechaliśmy w szóstkę: Ludwika, Kasia K., Dawid, Sebastian, Przemek i Michał.


DZIEŃ 1 CZWARTEK Rano zbiórka na Dworcu Centralnym w Warszawie. Pociąg odjeżdża o 6.15. Podróż była dość męcząca – jechaliśmy ponad 5 godz., lecz czas szybciej mijał, gdy zaczęliśmy rozmawiać o maluchach (fiatach 126P), rakietach, ładunkach wybuchowych, ciekawych nazwach miast (Puławy, Azoty) i wielu innych. Było, więc też trochę interesująco:) Wysiedliśmy w Zwierzyńcu. Pogoda brzydka – pada i jest zimno. Skierowani przez starszego pana poszliśmy na pole namiotowe. Tam rozbiliśmy dość oryginalnie 2 namioty( rozstawiliśmy je pod wielką altaną i tak rozłożone przenieśliśmy na pole). Potem się rozpakowaliśmy, zjedliśmy obiad – klopsiki z kaszą, do wieczora leniuchowaliśmy i ustalaliśmy naszą jutrzejszą trasę.

DZIEŃ 2 PIĄTEK Obudziliśmy się ok. 7.00. Jeszcze trochę kropiło. Spakowaliśmy się, zjedliśmy kilka „Gorących Kubków” i zaczęliśmy składać namioty. Potem wyruszyliśmy w drogę do Kajetanówki. Szliśmy lasem Roztoczańskiego Parku Narodowego. Trasa była ciekawa, lecz też trochę ciężka zwłaszcza, gdy szliśmy z plecakami pod górę. Sebastian z Wlaziem wymyślili, żeby na obiad przyrządzić ślimaki winniczki. „ W końcu to obóz wędrowny”, powiedzieli. Nie wszystkim ten pomysł się spodobał, ale znalazło się kilku amatorów. Gdy doszliśmy już do Kajetanówki zaczęliśmy rozglądać się za miejscem odpowiednim na rozstawienie namiotów. Znaleźliśmy nieogrodzoną działkę. Rozstawiliśmy namioty. Wieczorem przyszedł pan spod nr 26 i powiedział „Wy mieszkacie na zadupiu, ja w centrum”, chciał nam nawet dać ziemniaków i opowiadał o wszystkim po trochu. Dziś wcześnie położyliśmy się spać, no cóż przeszliśmy ok. 20 km.

DZIEŃ 3 SOBOTA „Co to za hałas!?” – myślimy. Dziś obudziły nas koparki i traktory równające teren. Musieliśmy się przenieść do altanki za domem właścicieli działki. Pogoda okropna, wciąż pada. Okazało się, że Michał nadwerężył kostkę. Dziś nie możemy ruszyć w dalszą trasę. Gdy wieczorem się przejaśniło zrobiliśmy ognisko. Postanowiliśmy wrócić wcześniej, nasz pobyt miał się skrócić.

DZIEŃ 4 NIEDZIELA Michała kostka ma się lepiej. Szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy w drogę do Zaklikowa. Szliśmy prawie cały czas lasem, a gdy dotarliśmy do najbliższego miasteczka kawałek podjechaliśmy autobusem. Tym razem zamieszkaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym. Byliśmy tam dość późno, bo ok. 17.00.

DZIEŃ 5 PONIEDZIAŁEK Rano suszyliśmy namioty pod wielkim amfiteatrem, niedaleko stadionu. Dziś chcieliśmy dojechać do Zaklikowa. Pogoda była brzydka, więc nie opłacało się iść. Pojechaliśmy autobusem, lecz do samej bazy dziś nic nie jeździ. Szliśmy drogą w ulewnym deszczu cali przemoknięci. Udało nam się złapać większy samochód, który podwiózł nas do Kopca. Wszyscy, którzy nas pamiętali nie wierzyli, że wróciliśmy, nielicznie, ale jednak. Dostaliśmy domek, w którym się wysuszyliśmy i zjedliśmy kolację. Jutro wracamy do domu.

DZIEŃ 6 WTOREK Doszliśmy rano do Zaklikowa skąd odchodził pociąg z przesiadką. Rodzice już czekali na peronie. Choć wyjazd się skrócił, a pogoda nie dopisała i tak się cieszymy, że pojechaliśmy i wytrwaliśmy:)))

 

Czytaj też...

Designed by Templatka.pl