| Arsenał - reportaż |
|
|
|
| Działalność drużyny - Wyjazdy | |||||
| Wpisany przez Tomek | |||||
| niedziela, 01 kwietnia 2007 12:59 | |||||
Strona 1 z 3
XXXVII Rajd Arsenał odbył się w tym roku pod hasłem „Różni w działaniu” w dniach 23 – 25 marca. Jak w zeszłych latach, nasza drużyna wzięła udział w tej ogólnopolskiej imprezie. Przydzieloną nam noclegownią na czas Rajdu była wilanowska szkoła im. Stanisława Kostki-Potockiego - zasłużonego działacza z czasów Sejmu Czteroletniego.
Już od połowy stycznia przygotowywaliśmy się do Arsenału, ponieważ warunkiem kwalifikacji było wykonanie zadania przedrajdowego, w tym roku polegającego na przeprowadzeniu działania z wykorzystaniem naszych indywidualnych cech, które odróżniają nas od innych. Zwieńczeniem zadania miało być zrobienie pięciu zdjęć, które wskazywałby na to czym różnimy się między sobą nawzajem, a czym między innymi środowiskami harcerskimi. Całość wykonaliśmy zdobywając 76% przewidzianych punktów, co pozwoliło nam uplasować się w środku listy – zakwalifikowaliśmy się. Nic już nie mogło powstrzymać nas przed stawieniem się na Rajdzie!
Piątek W arsenałowy piątek wszyscy zebraliśmy się o 15:30 w szkole, skąd autobusem pojechaliśmy do naszej bazy. Jak okazało się na miejscu, przybyliśmy zbyt wcześnie i mimo padającego deszczu zmuszeni zostaliśmy do zaczekania przed wejściem do budynku. Miało to jednak swoje plusy, bo okna portierni skierowane były w naszą stronę, co pozwoliło nam śledzić turniej skoków narciarskich i cieszyć się ze zwycięstwa Adama Małysza. Wreszcie wpuszczono nas do szkoły. Zupełnie przypadkiem okazało się, że jesteśmy pierwszym przybyłym na miejsce patrolem, z dużym entuzjazmem przyjęto więc nasze wejście.
Po krótkim zameldowaniu się i dłuższych formalnościach pokierowano nas do szatni, a następnie dano klucz do klasy, w której mieliśmy spędzić dwie następne noce. Pomieszczenie to okazało się bardzo przytulne. Szybko przesunęliśmy ławki pod ścianę i rozłożyliśmy karimaty na kawałku wykładziny z tyłu klasy. Jak nakazywała nam logika, bezzwłocznie rzuciliśmy się na nie z zamiarem odpoczynku, ten jednak przerwany został przez patrol Altair, któremu trafiła się wątpliwa przyjemność dzielenia z nami jednego pomieszczenia na czas Rajdu. Po kilku nieufnych spojrzeniach zasiedliśmy razem w kręgu i przedstawiliśmy się sobie, po czym przekonaliśmy ich, jak kiepsko śpiewamy, a oni przekonali nas, jak śpiewają dobrze.
Bezlitosny głód przerwał naszą integrację i kazał nam skierować się w stronę stołówki z pokładami jedzenia, które zabraliśmy z domów. Kolacja była wyborna, przynajmniej w tę części, którą przygotowałem ja.
Wróciliśmy do klasy. Nasz patrolowy – Sebastian – poszedł na odprawę, podczas gdy Dawid imponował żeńskiej części Altair swoimi zdolnościami gry na gitarze. Reszta, zniechęcona wokalną kompromitacją, zajęła się sobą. Sebastian wrócił ze stertą papierów do przeczytania i podpisania. Po wypełnieniu tych formalności przekazał nam informacje o zadaniach, jakie mogą zostać przed nami postawione jutro. Mieliśmy też zdecydować, które punkty najchętniej odwiedzilibyśmy, a które raczej wolelibyśmy ominąć. Z dziesięciu propozycji tematów wybrać mieliśmy sześć. Jak się później okazało, nasze dywagacje niewiele miały do rzeczy, bowiem patrolowi na następnym spotkaniu wybierali gotowe już zestawy punktów, w kolejności, którą wskazywała ocena z zadania przedrajdowego.
Baza S2 była ucharakteryzowana na studio filmowe. Korytarze oblepione były fotosami najnowszych produkcji filmowych, można było znaleźć kamery i mikrofony. Zadaniem patroli w piątkowy wieczór było wziąć udział w nagraniach dwóch wylosowanych programów – w naszym przypadku była to „Familiada” oraz „Jeden z dziesięciu”.
Około godziny ósmej przewidziany był start nagrań, stawiliśmy się w punkcie „Jednego z dziesięciu”. Poza nami był tam też jeden inny patrol, także razem było nas dziewiętnaścioro. W szybkich eliminacjach, które polegały na zadawaniu sobie nawzajem pytań dotyczących harcerstwa wyłoniono dziesiątkę, która wzięła udział w teleturnieju. Nasz patrol miał sześciu reprezentantów. Pierwsza runda skończyła się szybko; do finału doszedłem ja, Dawid oraz jedna z harcerek z drugiego patrolu. Ponieważ, jak to mówią, wypadki chodzą po ludziach, zupełnie przypadkiem wygrałem. Do dziś trudno mi mówić o tym traumatycznym przeżyciu...
„Familiada”, jak łatwo się domyślić, była dużo bardziej zespołowa niż „Jeden z dziesięciu”. Każdy z członków patrolu – jak członkowie rodzin w oryginalnym programie – po kolei odpowiadali na pytania prowadzących. Znowu nasz patrol okazał się lepszy i mając prawie trzy razy więcej punktów zakończyliśmy finał, który i tak był tylko formalnością.
Piątek zakończył się spotkaniem wszystkich patroli na sali gimnastycznej, gdzie w wylosowany sposób (w naszym wypadku mieliśmy to zrobić klaszcząc) każda reprezentacja po kolei przedstawiała, jak wykonała zadanie przedrajdowe. Po skończeniu prezentacji nastąpiło głosowanie na najlepszy występ. Wygrali Dywersanci–bardzo spontaniczny i nietypowy patrol z okolic Lublina. My musieliśmy usatysfakcjonować się tym, że nie byliśmy najgorsi. Patrole rozeszły się do swoich klas, patrolowi udali się na odprawę.
Do powrotu Sebastiana śpiewaliśmy z Altair różne piosenki z Ognika. Już nie liczyło się to, że fałszujemy. W końcu byliśmy na Rajdzie...
|










