Zlot Stulecia Harcerstwa był dla mnie wielkim przeżyciem. Miałam zaszczyt być w składzie naszej hufcowej kwaterki. :D Poznałam przy tym wiele wspaniałych osób, z którymi mam nadzieję utrzymać znajomość. :)
Współlokatorzy naszego podobozu, czyli hufiec Garwolin, okazali się bardzo sympatyczni. :) Bardzo mi się spodobały pierwsze wspólne śpiewanki. Piosenkę, którą szczególnie zapamiętałam była „Bieszczady rock’n’roll”, gdzie tekst drugiej zwrotki odzwierciedlał mój stan wewnętrzny w dniu przyjazdu naszych hufców: „Na stanicy błoto po kolana, a deszcz pada od samego rana. Przemoczone wszystko do niteczki – chciałbyś zmienić spodnie i majteczki”. Oj, tak. Właśnie przypomniał mi się nasz wyjazd z Krakowa, który kładzie szczególny akcent na „przemoczone wszystko do niteczki...” ;)
Oczarował mnie szczególnie koncert grupy „Dom o Zielonych Progach”. Wysłuchanie nowo poznanych piosenek sprawiło nam wiele radości.
Wspólne wygłupy z przyjaciółmi też mają swój niepowtarzalny urok, szczególnie wieczorne rozmowy przy herbacie, jogurtach, mandarynkach a nawet paście do zębów. ;)
Bardzo ucieszył mnie widok druha Sławka, którego poznaliśmy na naszym ubiegłorocznym obozie w Ustroniu-Lipowcu. Ostatnia noc zlotu, gitara, wspólny śpiew, przypomnienie piosenek poznanych na tamtym obozie, a szczególnie zaśpiewanie tej jednej, dla mnie tak ostatnio bardzo ważnej „Oddech weź”.
Jest jeszcze dużo do wspominania: poranne wstawanie po pakiety żywieniowe o godz. 5:30, popołudniowe wyprawy do pryszniców, „Kasia, uczeszesz mnie?” :), wspólne gotowanie dla 80 osób, spacery po Krakowie, wojna na balony z wodą (wygrałam! :D), ulubiony pląs dh. Tomka – „zróbmy kółka dwa...” ;), kawiarenka pod Złotą Kaczką – smakowały mi te tosty. :), miły klimat jaki wytworzył się między podobozami a głównym „zarządem” naszego gniazda, „Kasieńka, Ula, Maja itd.” ;), „Lechuuu, widzę Twojego golfa”. Po prostu niezłe jaja! :D
Uczestnictwo w zlocie dodało mi sił do pracy harcerskiej. Koszulka zlotowa z napisem „100+ wyzwanie”, którą dostałam, przypomniała mi czym dla mnie jest teraz harcerstwo i moje szkolno-zawodowo życie. Otrzymanie symbolicznej 2złotowej monety było zwykłym gestem, lecz jakże bardzo podnoszącym na duchu. Zauważono nas, nasze święto. Cieszę się bardzo.
Ponadto dla mnie osobiście bardzo wielkim wyróżnieniem była możliwość bycia w poczcie sztandarowym naszej chorągwi. Czuję się dumna z tego faktu. Jest to wydarzenie, o którym na pewno nigdy nie zapomnę.
"Tak gotowym trzeba być do każdej ludzkiej podróży, tak zdecydują w niebie lub serce nie zechce już służyć.
Ja tylko zniknę wtedy w starym lesie bukowym, tak jakbym wrócił do siebie, po prostu wrócę do domu.
Zostanie tyle gór, ile udźwignąłem na plecach,
zostanie tyle drzew, ile narysowało pióro".
Ta piosenka to pewnie moje osobiste wspomnienie ze Zlotu, bo każdy z Nas, z Was zapamiętał coś innego. Ja odkryłam, że wyrastam z głupich zabaw, z gadanie o nieważnych sprawach i z kiepskich żartów. Trochę trudniej mi też integrować się z ludźmi, jakoś więcej czasu potrzebuję albo po prostu wieczornego półmroku i ciszy. Dlatego też najlepiej będę wspomniać nasze wieczorne spotkanie w sprawie przyszłości drużyny, gdzie druh Leszek z zaprzyjaźnionego już Garwolina powiedział parę ważnych rzeczy o pracy harcerskiej. Przede wszystkim to, że trzeba się nią cieszyć. I myślę, że musimy o tym pamiętać i jest nam to potrzebne, takie wspólne wyjazdy bez naszych kochanych gnid (to pieszczotliwie o naszych dzieciach), żeby po prostu odpocząć. A drugie wspomnienie to nocne śpiewanie ostatniego zlotowego wieczoru - fajny klimat i spokój, no prawie przez cały czas. No i w dodaku chyba rzeczywiście ładnie śpiewaliśmy, bo ciągle ktoś się dołączał i nawet nas nagrano.
Co do momentów przywołujących uśmiech, to na pewno będą to zajęcia sportowe z dziewczynami ostatniego dnia - piłka nożna (Ania Forlan), gąsiennica, szczudła, węzeł gordyjski, walka gladiatorów i niezapomniany hokej na mopach. :-) To był prawdziwy czad. Wpuściłam 2 gole, ale uśmiałam się i tak za wszystkie czasy. Fajny klimat tworzyliśmy myślę w naszym podobozie i gnieździe. Trafiliśmy na fajnych sąsiadów w postaci reprezentacji Hufca Garwolin i fajne kierownictwo czyli Maćka i ekipę. Pozdrowienia. :-)
Działo się na zlocie naprawdę dużo. Wielkie otwarcie i wizyta Premiera, zajęcia programowe, chociaż z wieloma niedociągnięciami, to jadnak ciekawe, całodzienna gra miejska, wspólne gotowanie dla 80 osób, Jarmark Harcerski na Rynku Głównym w sobotę (było świetnie, tak kolorowo i wesoło), wycieczka na Wawel, wyjście do Parku Wodnego, wielka msza harcerska na Wawelu (pełniliśmy podczas niej służbę) i wizyta Prezydenta RP w naszym gnieździe (!), koncerty, m.in. Wołosatek, Domu o Zielonych Progach, Bez Jacka, EKT Gdynia, Akurat, ciekawa wystawa Muzeum Harcerstwa, śpiewanki z naszymi przyjaciółmi z Garwolina. Czasu wolnego było niewiele, a jeśli był, to dawał okazję do poznawania nowych ludzi, rozmów z nimi, zabawy. Przypomniały mi się koszulki zlotowe i napisy na nich: 100 lat przygoda, wyzwania, zabawa, przyjaciele, pasja, uśmiech. Właściwie to wszystko na zlocie było, nie tylko na koszulkach i o to chodziło.
Chciałam bardzo podziękować całej kadrze za poświeconą energię i włożone w wyjazd zaangażowanie, uczestnikom za pracowitość, wytrwałość i dobry humor. Maa nadzieję, że spotkamy na kolejnym Zlocie za 5 lat.
Papatki, na koniec jeszcze jedno prywatne wspomnienie. To zawsze Monika mówi, że jakaś piosenka jej się podoba lub nie, tym razem ja chcę to zrobić i zamieszczam fragment piosenki, która z tch poznanych na Zlocie podobała mi się najbardziej.
"Jesteś bitwą moją nieskończoną, W której ciągle o przyczółek walczę. Jesteś drzwiami, które otworzyłem, A potem przycięły mi palce.
Jesteś kartką z kalendarza Zagubioną gdzieś pomiędzy szufladami I ulicą na której co dzień Uciekałem między latarniami".
Kiermasz książek, który zorganizowaliśmy podczas festynu z okazji 3 maja, okazał się sukcesem. Chcemy bardzo podziękować wszystkim, którzy umożliwili nam tę akcję i wzięli w niej udział:
druhowi Michałowi Kaczmarskiemu za przekazanie nam wielkiej liczby książek oraz jego przyjaciołom, którzy przyjechali, aby nam pomóc w przygotowaniach;
Dyrekcji Domu Kultury za możliwość zorganizownia akcji;
Pani Wandzie Orzechowskiej z Biblioteki za pomoc i wsparcie (przepraszamy za bałagan w magazynku :-));
panu Kowalczykowi za przewiezienie książek z Warszawy;
druhowi Tomkowi Koteckiemu za przyniesienie zadaszenia, które uchroniło nas (i kapelę warszawską :-)) przed deszczem;
wszystkim klientom, którzy nas odwiedzili.
Wkrótce na stronie zdjęcia z Kiermaszu.
Być może akcja zostanie powtórzona 26 maja podczas spotkania z okazji Dnia Matki. Szczegóły wkrótce.
Podziękowania należą się też wszystkim sprzedawcom i ekipie technicznej: Monice Psujek, Ani Usiądek, Marcie i Ludwice Plichtom, Agnieszce Sowińskiej (za świetne książki z własnych zbiorów), Mateuszowi Orzechowskiem (za akcję promocyjną :-)), Michałowi Kaczmarskiemu, Tomkowi Koteckiemu, Krzysztofowi Tomaniakowi (za obsługę foto :-)), Maćkowi Gołębiewskiemu i Mikołajowi Galińskiemu.
W tym roku po raz kolejny zaangażowaliśmy się w prowadzenie zajęć podczas ferii zimowych organizowanych przez Szkołę Podstawową. Dostaliśmy pod opiekę starszą grupę, czyli dzieci w wieku 10-13 lat. Zapewnialiśmy im dobrą zabawę w ciągu trzech przedpołudni, spotykaliśmy się zawsze w naszej harcówce.
Pierwszego dnia zorganizowaliśmy turniej gier planszowych. Okazało się, że dzieci mimo tego, że mają nieograniczony dostęp do bardzo ciekawych gier komputerowych, nadal chętnie grają w planszówki. Wszyscy dobrze się bawili grając w Jengę, Twistera, Robaki, Tabu, Memory i grę z pingwinami skaczącymi po krach. Graliśmy w różne rodzaje gier – na zapamiętywanie, zręcznościowe, strategiczne, słowne.
W kolejnym dniu dzieci brały udział w turnieju „Awantura o pytanie”. Pytania, które dla nich przygotowaliśmy, okazały się nawet zbyt łatwe. Wszyscy grali z takim zapałem, że ostatecznie najlepszy zespół osiągnął wynik 3 miliony złotych. Dobrze, że nie musieliśmy wypłacać tych pieniędzy, na szczęście wystarczyły ładnie wypisane czeki oraz słodycze dla zwycięzców i wszystkich graczy. Po krótkiej przerwie rozegraliśmy jeszcze szybki turniej w Scrabble.
Ostatniego dnia zajęć zaprosiliśmy dzieci do udziału w grze. Uczestnicy zajęć biegali po całej szkole, rozwiązywali różne zadania, odszyfrowywali tajne listy ze wskazówkami, poruszali się w realiach wojennych – musieli strzelić do celu, przekraść się przez drogę obsadzoną przez Niemców, zrobić napisy antyniemieckie na murze i nie dać się zauważyć oraz wiele innych. Drobne upominki nagrodziły ich trud.
Każdego dnia po zajęciach zostawaliśmy jeszcze w harcówce i przy herbacie ocenialiśmy nasze zajęcia. Wszystko wypadło bardzo dobrze, nie tylko naszym zdaniem – dzieci też były bardzo zadowolone.
Na ostatniej zbiórce 19 listopada rozmawialiśmy o książkach, które są dla nas najważniejsze. Staraliśmy się stworzyć BIBLIOTEKĘ NASZEJ DRUŻYNY. Zanim jednak napiszę o tym, do czego wspólnie doszliśmy, chciałabym podzielić się z Wami jeszcze kilkoma pięknymi słowami o książkach, których nie miałam okazji i czasu przytoczyć na zbiórce.
Na początek wyjaśnienie, dlaczego ludzie w ogóle czytają książki:
Pewnego dnia w głowie jednej z osób zrodził się pomysł.
Jakiś czas próbował przebić się pośród innych ciekawych, ważnych i mniej
ważnych spraw. W końcu ten ktoś go dostrzegł i zrealizował.
Lubimy rozmawiać,
dyskutować, gawędzić, dlatego też jako drużyna wędrownicza zorganizowaliśmy Wieczór Wędrowniczy.
Zaprosiliśmy wielu znajomych harcerzy z innych środowisk oraz naszych
przyjaciół, którzy niekoniecznie mieli coś wspólnego z harcerstwem w
przeszłości. I cóż z tego, że to nie byli harcerze? Przecież rozmowa, dyskusja
nie są zarezerwowane tylko dla nas - harcerzy.