|
"Tak gotowym trzeba być do każdej ludzkiej podróży, tak zdecydują w niebie lub serce nie zechce już służyć. Ja tylko zniknę wtedy w starym lesie bukowym, tak jakbym wrócił do siebie, po prostu wrócę do domu.
Zostanie tyle gór, ile udźwignąłem na plecach,
zostanie tyle drzew, ile narysowało pióro".
Ta piosenka to pewnie moje osobiste wspomnienie ze Zlotu, bo każdy z Nas, z Was zapamiętał coś innego. Ja odkryłam, że wyrastam z głupich zabaw, z gadanie o nieważnych sprawach i z kiepskich żartów. Trochę trudniej mi też integrować się z ludźmi, jakoś więcej czasu potrzebuję albo po prostu wieczornego półmroku i ciszy. Dlatego też najlepiej będę wspomniać nasze wieczorne spotkanie w sprawie przyszłości drużyny, gdzie druh Leszek z zaprzyjaźnionego już Garwolina powiedział parę ważnych rzeczy o pracy harcerskiej. Przede wszystkim to, że trzeba się nią cieszyć. I myślę, że musimy o tym pamiętać i jest nam to potrzebne, takie wspólne wyjazdy bez naszych kochanych gnid (to pieszczotliwie o naszych dzieciach), żeby po prostu odpocząć. A drugie wspomnienie to nocne śpiewanie ostatniego zlotowego wieczoru - fajny klimat i spokój, no prawie przez cały czas. No i w dodaku chyba rzeczywiście ładnie śpiewaliśmy, bo ciągle ktoś się dołączał i nawet nas nagrano.
Co do momentów przywołujących uśmiech, to na pewno będą to zajęcia sportowe z dziewczynami ostatniego dnia - piłka nożna (Ania Forlan), gąsiennica, szczudła, węzeł gordyjski, walka gladiatorów i niezapomniany hokej na mopach. :-) To był prawdziwy czad. Wpuściłam 2 gole, ale uśmiałam się i tak za wszystkie czasy. Fajny klimat tworzyliśmy myślę w naszym podobozie i gnieździe. Trafiliśmy na fajnych sąsiadów w postaci reprezentacji Hufca Garwolin i fajne kierownictwo czyli Maćka i ekipę. Pozdrowienia. :-)
Działo się na zlocie naprawdę dużo. Wielkie otwarcie i wizyta Premiera, zajęcia programowe, chociaż z wieloma niedociągnięciami, to jadnak ciekawe, całodzienna gra miejska, wspólne gotowanie dla 80 osób, Jarmark Harcerski na Rynku Głównym w sobotę (było świetnie, tak kolorowo i wesoło), wycieczka na Wawel, wyjście do Parku Wodnego, wielka msza harcerska na Wawelu (pełniliśmy podczas niej służbę) i wizyta Prezydenta RP w naszym gnieździe (!), koncerty, m.in. Wołosatek, Domu o Zielonych Progach, Bez Jacka, EKT Gdynia, Akurat, ciekawa wystawa Muzeum Harcerstwa, śpiewanki z naszymi przyjaciółmi z Garwolina. Czasu wolnego było niewiele, a jeśli był, to dawał okazję do poznawania nowych ludzi, rozmów z nimi, zabawy. Przypomniały mi się koszulki zlotowe i napisy na nich: 100 lat przygoda, wyzwania, zabawa, przyjaciele, pasja, uśmiech. Właściwie to wszystko na zlocie było, nie tylko na koszulkach i o to chodziło.
Chciałam bardzo podziękować całej kadrze za poświeconą energię i włożone w wyjazd zaangażowanie, uczestnikom za pracowitość, wytrwałość i dobry humor. Maa nadzieję, że spotkamy na kolejnym Zlocie za 5 lat.
Papatki, na koniec jeszcze jedno prywatne wspomnienie. To zawsze Monika mówi, że jakaś piosenka jej się podoba lub nie, tym razem ja chcę to zrobić i zamieszczam fragment piosenki, która z tch poznanych na Zlocie podobała mi się najbardziej.
"Jesteś bitwą moją nieskończoną, W której ciągle o przyczółek walczę. Jesteś drzwiami, które otworzyłem, A potem przycięły mi palce. Jesteś kartką z kalendarza Zagubioną gdzieś pomiędzy szufladami I ulicą na której co dzień Uciekałem między latarniami".
Papatki. |