| Czym są Szare Szeregi? O naszym bohaterze i o tym, jak o nim rozmawiać |
|
|
|
| Drużyna - O drużynie | |||
| Wpisany przez Kasia Cackowska | |||
| czwartek, 15 października 2009 14:38 | |||
|
Czym są dla nas Szare Szeregi? Co po nich zostało?
Początkowo chciałam napisać w ciekawy sposób o historii Szarych Szeregów. Takie sobie postawiłam zadanie. Później pomyślałam jednak, że to nie jest najważniejsze, że to nie wszystko, co w odniesieniu do Szarych Szeregów należy przypominać i nad czym należy się zastanawiać. Mnóstwo jest w Polsce drużyn harcerskich czy innych harcerskich środowisk, szkół podstawowych, liceów, które noszą imię Szarych Szeregów lub postaci z nimi związanych. Często jednak wiedza członków tych drużyn, uczniów tych szkół o ich bohaterach jest bardzo powierzchowna. Polega na mechanicznym powtarzaniu dat działania organizacji, nazwisk jej kolejnych naczelników, na rozszyfrowywaniu pseudonimów, wśród których najczęściej padają „Rudy”, „Alek”, „Zośka”, może jeszcze na śpiewaniu kilku piosenek szaroszeregowych, nie do końca zrozumiałych. No i oczywiście na powtarzaniu, że walczyli o Polskę, byli odważni, byli patriotami. Moim zdaniem, warto rozmawiać o tym z dziećmi w sposób głębszy, pozwolić im odkryć te właśnie – głębsze, istotniejsze i mniej popularne – strony życia tamtej młodzieży. Nie można mówić: „macie ich naśladować”, bo jaki ma to sens w dzisiejszym świecie, który jest zupełnie inny. Trzeba pomóc im zrozumieć tamtą młodzież i odnaleźć w postępowaniu tamtych młodych ludzi coś, co dla dzisiejszego nastolatka też może być istotne i ważne. Jak to zrobić? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.
Aleksander Kamiński w dwóch książkach – „Kamienie na szaniec” oraz „Zośka i Parasol” – we wspaniały sposób przypomniał największych bohaterów szaroszeregowych, opisał ich dorastanie do służby, całe ich życie. Uczniowie, harcerze, a co smutniejsze, także ich nauczyciele, odnoszą się jednak stale do tej pierwszej, lepiej znanej, ciągle obecnej w lekturze. Konsekwencja jest taka, że dla wielu adeptów szaroszeregowej wiedzy największymi, a właściwie jedynymi, bohaterami wojennego harcerstwa są Rudy, Alek i Zośka. Te pseudonimy wymienia się jednym tchem, zawsze razem, jakby była to jedna osoba. A przecież historia Szarych Szeregów nie kończy się wraz ze śmiercią Tadeusza Zawadzkiego w akcji pod Sieczychami. Trzeba o tym pamiętać. Nie można zapomnieć o późniejszych inspiratorach i dowódcach konspiracyjnego harcerstwa – o Andrzeju Romockim, „Morro”, Janku Wuttke, „Czarnym Jasiu”, Janku Rodowiczu, „Anodzie”, Andrzeju Długoszowskim, „Długim”, Eugeniuszu Stasieckim, „Piotrze Pomianie”, Andrzeju Samsonowiczu, „Księciu”. Nie tylko o nich zresztą. Wiedział o tym Kamiński, który zaznaczał, że nie mógł napisać o wszystkich, chociaż zasługiwali na to. Trzeba przypominać, że o Warszawę walczyli także ludzie cywilni, ludzie o innych niż szaroszeregowcy wartościach – robotnicy, żołnierze Batalionów Chłopskich, Armii Ludowej. Wspólnym celem i nadrzędną wartością dla nich wszystkich była wolna Polska. Warto zwracać uwagę na to, jak wielu było tych bohaterów, jak wielu z nich pozostało bezimiennych. Do dziś dużej liczby nie udało się zidentyfikować, nie odnaleziono ich ciał, zaginęły pod gruzami Warszawy, a groby na Powązkach i innych warszawskich cmentarzach są tylko symboliczne. Nie warto chyba też epatować podopiecznych sformułowaniami w rodzaju: „zobaczcie, jacy oni byli odważni, poświęcili życie dla ojczyzny, jacy bohaterscy”. Tylko człowiek głupi nie boi się w chwili niebezpieczeństwa, oni też się bali. Bali się nawet bardzo, bali się tak, że paraliżowało ich ruchy, że zostawiali na placu boju swoich rannych kolegów, że uciekali nie patrząc na to, co się dzieje za ich plecami. Później oczywiście bardzo przeżywali te czyny, których dokonali w strachu. Ale się bali, robili głupstwa, popełniali błędy. Czasem stawali się nawet nieludzcy. Na przykład wtedy, gdy nie mogli opanować nienawiści do wziętych niemieckich jeńców, popychali ich, bili. Szybko się jednak opanowywali i zdawali sobie sprawę, że stają się niebezpiecznie podobni do swoich oprawców. Wiele razy o tym rozmawiali. Sytuacja, w której się znaleźli, szczególnie w powstaniu, była całkowicie nietypowa, inna, bardzo trudna. Tę ludzką stronę tych bohaterskich chłopców i dziewcząt trzeba pokazywać. Nie mogą oni stać się dla naszych podopiecznych tylko spiżowymi figurami. Martwymi, niedoścignionymi ideałami. Bo wcale nimi nie byli. Poza tym pokazanie, że i oni mieli swoje słabości, może bardzo pomóc dzieciom i młodzieży w dostrzeżeniu w nich normalnych nastolatków. Udział dziewcząt w walce to kolejna ważna sprawa. Bohaterami wojennymi często są dla nas mężczyźni, ci z pierwszej linii frontu, z karabinami, w hełmach. Tymczasem to dziewczyny często wykonywały równie niebezpieczną pracę. Były sanitariuszkami, ściągały z pola walki rannych, nie bojąc się niebezpieczeństwa. Przebiegały pod kulami, często zadziwiały odwagą, zagrzewały głośnymi okrzykami opadających z sił chłopców do dalszej walki. W szpitalach potrafiły oddawać powstańcom swoją krew w bardzo dużych ilościach. Ich hart ducha jest godny największego podziwu. Inne były łączniczkami, wykonywały równie niebezpieczną i bardzo odpowiedzialną pracę i robiły to bardzo dobrze. Myślę, że może być to ważne właśnie dla dziewcząt, bo oznacza, że one też mogą wśród bohaterów tamtych czasów szukać wzorów. Tamte młode kobiety potrafiły pięknie wyglądać nawet w takich warunkach, co to znaczy przy paniach z okładek dzisiejszych gazet (chociaż nie wątpię, że i wśród nich odnaleźć można postaci godne szacunku i naśladowania). To oczywiście jest powierzchowne i może wydawać się mało ważne. Ważniejsze jest to, że potrafiły one pięknie żyć, chciały się uczyć, poznawać nowe rzeczy, zdobywać doświadczenie i wiedzę, być kimś. To samo można powiedzieć o innych bohaterach drugiego planu – młodziutkich chłopcach roznoszących powstańczą pocztę. O czym więc warto z młodymi ludźmi rozmawiać? Jak zachęcać do szukania wzorców wśród szaroszeregowych bohaterów? Pokazywać ich ludzką stronę, uczyć całej historii Szarych Szeregów, chociażby w zarysie, szukać w tamtych bohaterach takich cech, które możemy dziś wykorzystać, które w dzisiejszym świecie są ważne, spotykać się z kombatantami, którzy pokażą, że są nie tylko bohaterami książek i historii, która była dawno i przeminęła, ale że są naprawdę. Warto to robić, żeby usłyszeć od swoich harcerzy czy uczniów po takim spotkaniu: „no, dla nich to naprawdę ważne, żeby się spotkać, oni bardzo chcą się spotykać, być razem, fajnie” albo „ale to wszystko przeżywają, niesamowite”. Bardzo ważne jest odnoszenie tego, co się działo wtedy do tego, co się dzieje teraz. Do młodych ludzi z pewnością przemówią historie wielkiej przyjaźni, przywiązania i miłości do rodziny, historie upadków i podnoszenia się z tych upadków (przecież i ci wielcy bohaterowie mieli chwile słabości i potrafili je przezwyciężyć – to niezwykle cenna obserwacja dla młodych ludzi tak często wątpiących w swoją wartość i nie umiejących walczyć z niepowodzeniami), historie miłosne. Te ostatnie z kolei uczą, co to znaczy wielkie uczucie, jak ważne są w ogóle dla ludzi uczucia, nawet w sytuacji ekstremalnej, jaką jest wojna. Kiedy rozmawialiśmy z harcerzami z drużyny o harcerskich batalionach „Zośka” i „Parasol”, na zakończenie zapytałam, czego oni swoją postawą nas uczą na dziś. Padło kilka odpowiedzi, a ja dodałam jeszcze, może banalne zdanie, że oni uczą nas, żeby być dobrym człowiekiem. Dobrym synem, córką, wnukiem, przyjacielem, uczniem, dobrym Polakiem, dobrym dla innych ludzi, żeby zauważać innych i widzieć w nich coś dobrego, w każdym. Harcerze to proste zdanie zrozumieli, dodali coś od siebie, przede wszystkim mam jednak nadzieję, że to zapamiętali. To mogło by być dobre zamknięcie tych rozważań, ale jeszcze jedną ważną rzecz trzeba powiedzieć. Mianowicie to, że warto z młodymi ludźmi rozmawiać. Nie trzeba im przedstawiać jakiejś jednej gotowej wersji historii, tylko rozmawiać, pytać, co oni na dany temat uważają, jak rozumieją to, o czym mówimy. Możemy się w ten sposób wielu rzeczy dowidzieć, może się okazać, że oni dużo wiedzą, są mądrzy, zadają mądre pytania. Jeszcze jeden apel – czytajmy o tym, o czym chcemy mówić. W literaturze znajdziemy wiele pięknych historii, którymi możemy się z podopiecznymi podzielić. Dla kogoś, kto, jak ja, niekoniecznie umie opowiadać gawędy, opowieści zawarte w książkach są wspaniałym lekarstwem. Jak choćby fragment „Zośki i Parasola”, w którym Krzysztof Baczyński, ten właśnie Baczyński, skarży się koledze, że dowództwo nie posyła go na żadne akcje. Ten odpowiada mu: „Uspokój się. (…) Mówią, że masz wielki talent i że musisz przetrwać te wszystkie awantury”. Baczyński niestety nie przetrwał, ale jak wiele mówi nam ten fragment o postawie dowództwa, które liczyło się z każdym człowiekiem i dbało o swoich podkomendnych. Krzysztof Kamil zdążył na szczęście sporo wierszy pozostawić dla nas, je także możemy pokazać młodym ludziom. Wołam cię, obcy człowieku, co kości odkopiesz białe; kiedy wystygną już boje, szkielet mój w ręku będziesz miał, sztandar ojczyzny mojej. Nie są one łatwe i przyjemne. Nie są wesołymi słowami, zagrzewającymi do boju, niosącymi nadzieję. Są raczej bolesne, przejmujące, świadczą dobitnie o tym, co gnieździło się w duszach obrońców ojczyzny, jak wielki niepokój, strach, czasem pogodzenie z okrutnym losem. Mogą wiele naszym podopiecznym uświadomić. Z taką nadzieją zabierajmy się do otwierania ich głów i serc.
|










