Home Informacje Aktualności Ptaki na Westerplatte jeszcze się nie obudziły
Ptaki na Westerplatte jeszcze się nie obudziły PDF Drukuj Email
Informacje - Aktualności
Wpisany przez Kaja Karwowska   
niedziela, 13 września 2009 13:39

Cisza. Słychać tylko szum fal. Ptaki na Westerplatte jeszcze się nie obudziły. Wiatr delikatnie owiewa moją twarz, powietrze jest chłodne, rześkie, wdziera się do płuc kłując mroźnymi igiełkami. Zimno. Miasto śpi, matki tulą do siebie swoje małe dzieci, mężczyźni utrudzeni poprzednim dniem głośno oddychają, zakochani niespokojnie szepczą swoje imiona przez sen. Spokój. Ale to złudne wrażenie - w powietrzu wyczuwa się to samo drżące napięcie, co przed burzą.

Jest tu prawie tak samo, jak przed siedemdziesięciu laty. Tego nie da się zapomnieć, to miejsce na to nie pozwala. Wspomnienia są tutaj tak żywe, niemalże namacalne, że sama już nie jestem pewna, czy to co słyszę w swojej głowie to tylko efekt mojej wyobraźni, czy to dzieje się naprawdę.

Powietrze przeszywa huk. Mogłabym powiedzieć, że byłam na niego przygotowana -czytałam przecież o tym tyle razy. Ale nie byłam - na to nigdy nie można być przygotowanym. Wydawać by się mogło, że to prawie bajka, odległa historia. Kolejny huk, a zaraz po nim już niczym nieprzerwana ciągła seria wystrzałów. Paniczny krzyk mew łączy się z moim niemym krzykiem.

Wyobraźnia miesza się z rzeczywistością. Przeszłość, którą znam z kartek papieru, jest tutaj tak bardzo obecna, tak prawdziwa, że wchodzi we mnie z całą swoją mocą. Zamykam oczy i znowu tam jestem. 4.48. Zaczęło się. Wojna.

Ogień, wszędzie ogień. Mury koszar sypią się jak domki z kart. Zaciskam oczy, chcę uciec od tego widoku, ale im silniej przyciskam dłonie do powiek, tym wyraźniej widzę, co się dzieje. Pułapka bez wyjścia. Nie jestem w stanie opanować morderczego tempa bicia mojego serca. Szelest, zamieszanie. Ostrzał trwał tylko kilka minut - z zacumowanego statku, który widzę jak przez mgłę, ruszają oddziały niemieckiej piechoty. Nie mam pojęcia, jak tylu ich mogło zmieścić się na krążowniku. Kroczą dumnie, pewni swojej siły. Niedoczekanie wasze! - wyrywa mi się z ust cichy, zachrypnięty szept. Wiem, co stanie się dalej.

Serce zaczyna mi bić jeszcze szybciej - o ile to w ogóle możliwe. „Do ataku!”, słyszę. Polskie głosy. Polska odpowiedź. Polskie strzały. Teraz to my otworzyliśmy ogień - Niemcy znaleźli się w potrzasku. Choć stoję zbyt daleko to wiem, że na ich twarzach maluje się nieme zaskoczenie. Ciągle panicznie się boję, ale uśmiecham się - jestem z wami, Polacy, szepczę w duchu, jakbym chciała dodać otuchy wspomnieniom sprzed siedemdziesięciu lat.

W powietrzu unosi się zapach świeżego prochu, dociera do płuc, niemiłosiernie drapie. Na wycofujących się niemieckich żołnierzy sypie się grad kul. Popłoch. Krzyki. Niekończący się koszmar. Polacy wykorzystując chwilowy odwrót wroga ustawiają się na pozycjach, przygotowują się do kolejnego morderczego ataku. Zapach prochu ustępuje innym, wdzierającym się w nozdrza, świdrującym aż do bólu głowy woniom potu i krwi. Dzień, który wydawał się nie mieć końca, ustępuje powoli nocy. Zapada zmrok. Po obydwu stronach barykady czai się ten sam strach, ten sam ból. Ta sama wola życia. Każda ze stron przygotowuje się do trudów następnego dnia.

Już nigdy nic nie będzie takie samo. Łzy spływające mi po rozgrzanych policzkach zostawiają jasne, piekące ślady na zakurzonej twarzy. Zasypiam z przerażeniem na ustach.

Tutaj wszystko się zaczęło. Pamiętaj.

 

 

Czytaj też...

Designed by Templatka.pl